Prawie 30 razy dziennie - średnio - w ubiegłym roku wyjeżdżały do pacjentów karetki pogotowia ratunkowego w Ostrowie. To prawie 11 tysięcy wizyt, z których nawet 70 procent nie musiałaby się odbyć - bo nie było zagrożenia życia. Bo wciąż dla wielu karetka to "przychodnia na kółkach". A to może oznaczać, że lekarz nie dojedzie tam, gdzie faktycznie jest walka o życie człowieka.
Są badania w Polsce robione przez poszczególne pogotowie ratunkowe, gdzie mowa jest o nawet 70% wyjazdów, które mogłyby zostać załatwione na etapie lekarza rodzinnego i nie powinny tam zostać zadysponowane zespoły ratownictwa medycznego. O ile lęk, płacz dziecka może rodzica zaniepokoić, o tyle myślę, że bardzo często jest to taka zwykła niezaradność ludzka. Ja rozumiem, że my wszyscy oczekujemy tego, że ktoś nam pomoże, ale zawsze każdy system bezpieczeństwa, a w tym wypadku tego naszego bezpieczeństwa zdrowotnego, zaczyna się od nas i od naszej edukacji.
Ludzie czasami potrafią nawet nakłamać by karetka przyjechała, a na miejscu okazuje się, że sytuacja jest zupełnie inna. Takie działania powodują, że blokuje się zespół karetki, który bardziej potrzebny jest w innym miejscu.
Mówi ratownik medyczny Wojciech Kornaszewski.
Ostrowski szpital ma sześć karetek systemowych.