Z każdym rokiem jest ich więcej.
54 pacjentów od początku roku leczono w Wielkopolskim Centrum Leczenia Oparzeń u Dzieci w szpitalu w Ostrowie.
Odkąd ten oddział istnieje, jako Wielkopolski Centrum Leczenia Oparzeń spotykaliśmy się z różnymi oparzeniami, też cięższymi niż są obecnie, ale napływ tych pacjentów jest coraz większy. Szczególnie po weekendzie majowym. Zaczęło się tymi elektrycznymi oparzeniami - wysoko energetycznymi, powiedzmy gdzieś tam, słupów wysokiego napięcia trakcji kolejowej. I tak jest do dziś. Tylko w ostatnim czasie przyjęliśmy dwóch kolejnych poparzonych młodych pacjentów.
Mówi nam szef oddziału Witold Miaśkiewicz, który dodaje, że najmłodszy przyjęty pacjent, to dwuletnie dziecko z poparzeniami ponad 50 procent ciała.
To pacjent z bardzo ciężkim oparzeniem. Trafił do nas w wakacje z Dolnego Śląska. Był to nieszczęśliwy wypadek, dziecko zostało poparzone wrzątkiem, który był w wanience. Ma poparzone ręce, nogi, tułów.
Naszym zadaniem jest - w przypadku każdego pacjenta - zamknięcie tej rany oparzeniowej. Ale co zrobić, gdy mamy pacjenta, który ma ciało poparzone w 50 procentach i dodatkowo towarzyszą inne zaburzenia funkcjonowania narządów? To jest bardzo trudne. Skóra jest największym narządem w naszym organizmie. A z takimi skrajnymi poparzeniami w parze idzie cała reszta zagrożeń takich jak zaburzenia hemostazy, czy zakażenia, które stanowią dla pacjenta tak ciężko oparzonego - zagrożenia życia po prostu.
Pacjenci w ostrowskim centrum przebywają od kilku tygodniu do nawet kilku miesięcy. A to i tak nie kończy ich leczenia, bo z reguły muszą być jeszcze m.in. rehabilitowani.
Wielkopolskie Centrum Leczenia Oparzeń u Dzieci Ostrowie jest jednym z trzech takich w Polsce. Działa od 2018 roku.
W ubiegłym roku przyjęło 70 pacjentów.